DOSTAWA I EBOOK GRATIS OD 299ZŁ!

Język
Ojciec, którego dziecko nosi w sobie. Dlaczego jego obecność zostaje na całe życie?
Ojciec, którego dziecko nosi w sobie. Dlaczego jego obecność zostaje na całe życie?

Ojciec nie musi krzyczeć, bić ani odchodzić, żeby zostawić w dziecku ślad. Czasem wystarczy, że jest obok, ale emocjonalnie pozostaje nieosiągalny. Czasem kocha, lecz nie umie tego pokazać. Czasem wymaga tak bardzo, że dziecko zaczyna wierzyć, że na miłość trzeba zasłużyć. A czasem daje bezpieczeństwo, dzięki któremu syn lub córka wychodzą w świat z przekonaniem: „mam prawo być sobą”.

Psychologiczny wpływ ojca nie kończy się wraz z dzieciństwem. Jego głos potrafi zostać w głowie dorosłego człowieka na dziesięciolecia. „Dasz radę” może stać się wewnętrznym oparciem. „Znowu przesadzasz”, „nie becz”, „mogłeś zrobić to lepiej” mogą zamienić się w bezlitosnego wewnętrznego krytyka. I nawet kiedy ojca nie ma już obok, człowiek nadal może próbować zdać przed nim egzamin.

Serialowi ojcowie pokazują nasze społeczne wyobrażenia o męskości, bliskości i władzy w rodzinie. Fred Gwynne w „The Munsters”, Michael Gross w „Family Ties” czy Tim Allen w „Panu Złota Rączka” reprezentują ojców, którzy często mają dobre zamiary, lecz nie zawsze rozumieją świat własnych dzieci. Ich nieporadność bawi, ale pod żartem kryje się ważne pytanie: czy sama dobra intencja wystarcza, jeśli dziecko nie czuje się rozumiane?

Dla dziecka liczy się nie tylko to, co rodzic chciał dać. Liczy się również to, czego dziecko realnie doświadczyło. Ojciec może być przekonany, że „hartuje charakter”, podczas gdy dziecko uczy się ukrywać lęk. Może uważać, że motywuje, podczas gdy ono słyszy: „taki, jaki jesteś, nie wystarczasz”. Może zapewniać rodzinie wszystko materialnie, a jednocześnie pozostawić głód jednej rzeczy: zainteresowania tym, co dziecko czuje.

Na drugim biegunie stoją ojcowie niemal idealni, jak postacie z „Father Knows Best” czy „The Andy Griffith Show”. Tymczasem dojrzałe ojcostwo nie polega na nieomylności. Potrzebuje dorosłego, który potrafi wziąć odpowiedzialność za własne słabości.

Ojciec może powiedzieć: „przepraszam, nie powinienem był tak zareagować” i nie traci przez to autorytetu. Przeciwnie, pokazuje, że relacja jest ważniejsza niż jego ego. Dziecko uczy się wtedy, że konflikt nie oznacza końca miłości, błąd nie oznacza utraty wartości, a siła nie polega na dominacji.

Telewizja z czasem przestała jednak pokazywać wyłącznie ojców - pomniki. Pojawili się ojcowie rozczarowani, wycofani, niedojrzali i sfrustrowani. Al Bundy ze „Świata według Bundych” czy Homer Simpson stali się karykaturami mężczyzn, którzy kochają rodzinę, ale często zawodzą w codziennej obecności. Tyle że dla wielu ludzi emocjonalnie nieobecny ojciec nie jest żartem z sitcomu.

Nieobecność ma bowiem różne formy. Można też codziennie wracać z pracy, jeść z rodziną kolację i nigdy naprawdę nie zapytać dziecka: „co się z tobą dzieje?”. Można siedzieć metr od niego i być tysiące kilometrów od jego świata.

Dziecko bardzo łatwo bierze tę odległość do siebie. Nie myśli: „tata nie potrafi tworzyć bliskości, bo sam jej nie dostał”. Myśli raczej: „widocznie nie jestem wystarczająco ważny, żeby chciał mnie poznać”. I właśnie takie dziecięce wnioski potrafią później sterować dorosłymi relacjami. Człowiek może zabiegać o niedostępnych partnerów, panicznie bać się odrzucenia, udowadniać swoją wartość osiągnięciami albo przeciwnie nie dopuszczać nikogo zbyt blisko, żeby już nigdy nie poczuć dawnego rozczarowania.

Ojciec ma szczególne znaczenie także dlatego, że przez relację z nim dziecko może uczyć się, czym jest bezpieczna siła. Czy silniejszy słucha słabszego? Czy szanuje granice? Czy można się z nim nie zgodzić bez lęku? Czy emocje są czymś, co wolno przeżywać, czy czymś, czego trzeba się wstydzić? Syn obserwuje, jak można być mężczyzną. Córka również buduje na tej podstawie część swoich przekonań o mężczyznach, relacjach i własnej wartości.

Najbardziej bolesne bywa to, że część ojców daje dzieciom dokładnie tyle bliskości, ile sami kiedyś dostali. Człowiek wychowany w chłodzie może nie znać języka czułości. Ten, którego zawstydzano za płacz, może automatycznie uciszać emocje własnego syna. Ten, którego wartość mierzono wynikami, może powtórzyć ten sam mechanizm wobec córki. Dlatego, że nieprzepracowane doświadczenia mają tendencję do przechodzenia z pokolenia na pokolenie.

Dojrzały ojciec nie musi być idealny. Musi być wystarczająco obecny, żeby zauważać. Wystarczająco odważny, żeby słuchać również tego, co jest dla niego niewygodne. Wystarczająco pokorny, żeby przeprosić. I wystarczająco świadomy, żeby nie robić z dziecka lekarstwa na własne niespełnione ambicje.

Po latach dzieci rzadko pamiętają wszystkie kupione rzeczy, oceny czy „dobre rady”. Pamiętają przede wszystkim, kim czuły się przy ojcu.

  • Czy mogłem być słaby?
  • Czy byłam ważna także wtedy, gdy niczego nie osiągałam?
  • Czy mogłem powiedzieć „nie”?
  • Czy mój smutek był problemem, czy zaproszeniem do bliskości?
  • Czy czułam, że ktoś naprawdę mnie widzi?

Ojcostwo zapisuje się właśnie w odpowiedziach na te pytania. A potem dziecko dorasta i zaczyna mówić do siebie głosem, który kiedyś słyszało w domu.

Dlatego być może najważniejsze pytanie nie brzmi: „czy jestem dobrym ojcem?”. Brzmi: „jaki głos zostanie po mnie w moim dziecku, kiedy nie będzie mnie obok?”

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl